Szybko zamieszkaliśmy ze sobą. Zaledwie po paru dniach po powrocie z Sylwestra i pomieszkiwaniu dzień tu, dzień tam, stwierdziliśmy, że nie ma to najmniejszego sensu, bo tracimy niepotrzebnie dużo czasu, a do tego jest to kompletnie nieekonomiczne. Raz dwa i przeprowadzka do Maćka była zaplanowana. Byłam przekonana, że rzeczy mam niewiele, i nie będzie większego problemu ze spakowaniem się i przeniesieniem (oczywiście najpierw pojechaliśmy po szafę do Ikei, bo inaczej rzeczy musiałabym trzymać w pudłach – jak to w kawalerskim mieszkaniu ;)). Jednak myliłam się… Kilka worków wyleciało do kosza, kolejnych parę wraz z innymi pudełkami pojechało do domu rodzinnego, gdzie będą czekać, aż znajdzie się dla nich miejsce, ograniczyłam się do niezbędnego minimum, a i tak było sporo noszenia, układania i upychania. Daliśmy radę, ale wtedy też zaczęłam się zastanawiać czy damy radę we dwójkę żyć na 36m2, kiedy wcześniej każde z nas żyło sobie samotnie na takiej właśnie powierzchni. Każde z nas ma też przecież swoje przyzwyczajenia, ale jak nie spróbujemy to się nie dowiemy ;) Postanowiliśmy zobaczyć jak to będzie, i zacząć się martwić, jak pojawią się problemy. I tak żyliśmy sobie.
Pewnego dnia do skrzynki wrzucili nam zaproszenie na dni otwarte jednej z budujących się na Bielanach inwestycji – Osiedle Kwadry Księżycowej. Ulotka leżała sobie, czekając na swoją chwilę. W końcu zapytałam Maćka, czemu jeszcze nie wylądowała w koszu. I tak od słowa do słowa, postanowiliśmy się przejechać i zobaczyć co to za cudeńko księżycowe reklamują. Poszliśmy na budowę, pogadaliśmy z doradcą, nic zobowiązującego, ale ten doradca, uzmysłowił nam jedną rzecz – w nowych inwestycjach dużych mieszkań jest mało, a te co są, szybko schodzą, zwłaszcza te fajniejsze, więc jeśli chcemy mieć wybór, tak by kupić mieszkanie, które nam się podoba i spełnia nasze oczekiwania, musimy szukać u deweloperów, którzy tyle co rozpoczęli sprzedaż, czyli na etapie ogrodzenia działki lub dziury w ziemi…
W ciągu paru dni w mojej głowie zaczęły kiełkować coraz to nowsze myśli, pojawiały się znienacka na chwilę, i znikały. W końcu jednak zaczęłam się nad tym zastanawiać, i przecież jeśli chcemy być razem, planujemy rodzinę, dzieci, to nie będziemy mieszkać na 36m2 przez kolejne lata, i to na 4 piętrze, bez windy! Tym bardziej, że już od jakiegoś czasu zaczynało brakować mi przestrzeni w moim mieszkanku, a przecież wtedy mieszkałam w nim sama… A jeśli mamy kupować coś na etapie dziury w ziemi, to przecież nie zaczniemy tego robić np. jak będę w ciąży… Bo ciąża chyba trwa krócej niż postawienie bloku, oddanie mieszkań, wszystkie formalności i urządzenie 4 ścian ;). Jak grom z jasnego nieba dotarło do mnie „musimy zacząć szukać mieszkania już teraz, i to na poważnie!”.
To poważna, a zarazem szalona sprawa, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że nie byliśmy ze sobą jeszcze nawet 3 miesięcy … Miałam wątpliwości, nie byłam w 100% pewna, że to już czas na taką decyzję. Ale mamy po 30 lat, na co mamy czekać? Wiemy, że chcemy być ze sobą, kochamy się, trzeba było wziąć się za poszukiwania.
Ustaliliśmy priorytety i jakie wymagania muszą zostać spełnione byśmy wzięli pod uwagę zakup mieszkania w danej inwestycji. Na tym etapie zakładaliśmy zakup mieszkania docelowego, tzn. takiego w którym będziemy mogli mieszkać przez kolejne 10-15 lat, z 2-3 dzieci.
- lokalizacja – Bielany, Żoliborz (Maciek)
- komórka lokatorka/piwnica (Monika)
- spokojna, cicha okolica (M&M)
- z dala od kościoła (Maciek)
- dwa garaże (M&M)
- 3 sypialnie (M&M)
- nie w blokowisku, kameralna inwestycja i otoczenie (M&M)
- większy balkon/taras (Monika)
- salon z kuchnią i wyspą (Monika)
Już na początku w oko wpadło nam Madison Apartments – inwestycja o wyższym standardzie, spełniająca prawie wszystkie nasze wymagania. Można było wybierać między „zwykłymi mieszkaniami” w długim 3 klatkowym bloku lub apartamentami w jednym z trzech mniejszych bloczków. Cały kompleks ma zawierać także lokale usługowe, takie jak klub fitness, klub dla dzieci, czy nawet przedszkole. Podobało się nam, więc umówiliśmy się na spotkanie. I to też nas zachwyciło – obsługa na najwyższym poziomie, pani Martyna opowiedziała nam historię terenu, budynków (nie musieliśmy sobie wszystkiego wyobrażać, bo akurat budynki Madison już stały), porozmawialiśmy sobie o mieszkaniach.

Zaopatrzeni w wydruki planów i ceny wróciliśmy do domu. Na spokojnie we dwójkę przeanalizowaliśmy wszystko i wybraliśmy mieszkanie na parterze z dużym ogródkiem (już widzieliśmy tam basen dla dzieci). Umówiliśmy się też doradcą, by przeanalizować naszą zdolność kredytową i możliwość zakupu tego właśnie lokalu. Lubimy szybkie akcje, więc jak tylko była możliwość umówiliśmy się na oglądanie mieszkania i spacer po budowie. Byliśmy pewni, że jedziemy oglądać nasze wymarzone mieszkanie. Niestety rozczarowaliśmy się, bo mieszkanie mimo, że wyższe niż standardowe, że w salonie sporo okien, było ciemne, a dodatkowo przejechaliśmy się tam wieczorem, by zobaczyć jak we wszystkie przyszłe okna święcą mega mocne światła ZUSu, który jest sąsiadem tej inwestycji.
Przeszukiwaliśmy internet w wzdłuż i w szerz, pomagała nam także pani Emilia (pomoc biuro-administracyjna w firmie Maćka), stworzyliśmy sobie arkusz ze wszystkimi inwestycjami, wraz z komentarzem i naszymi ocenami.

Kilka inwestycji odwiedziliśmy, nic się nam nie podobało, zaczęliśmy być zmęczeni ciągłym poszukiwaniem, które nie przynosiło efektu. Dodatkowo po spotkaniu z doradcą, zaczęliśmy zastanawiać się czy rzeczywiście chcemy brać aż tak duży kredyt (bańka – na mieszkanie i wykończenie)… Zdolność mamy, ale miesięczne koszty utrzymania takiego mieszkania będą bardzo wysokie, a tego chciał uniknąć zwłaszcza Maciek :) On najchętniej zostałby przy swojej mini ratce 850 zł :)
I takim sposobem wróciliśmy do Madison Apartments, z prośbą do pani Martyny o przesłanie nam propozycji mniejszych mieszkań (2 sypialnie, ok. 70m2). I znowu pojechaliśmy na budowę, oglądaliśmy kolejne mieszkania, były dwa, które się nam podobały, ale ciągle nie czuliśmy, że to właśnie to. Myślę, że oboje wewnętrznie obawialiśmy się budowy Krasińskiego Bis, która zaznaczona jest na planie zagospodarowania przestrzennego, i która miałaby iść tuż pod oknami bloku przy Szamockiej (2 pasy w każdą stronę…). Dodatkowo ciszę i spokój zakłócał szum z trasy i prymasa tysiąclecia. Mimo to, po ostatniej, piątkowej wizycie byliśmy prawie zdecydowani by wziąć jedno z tych mieszkań.
Pogoda pokrzyżowała nam sobotnie plany. Maciek sobie pracował, a ja postanowiłam poszperać jeszcze w necie, może czegoś nie zauważyliśmy… Pamiętałam, że rozmawialiśmy o mieszkaniach na Przasnyskiej, i że Maciek wspominał, że tam są jakieś stare budynki czy magazyny, ale chyba możemy się tam przejechać i zobaczyć to co znalazłam? Odciągnięty od pracy i naburmuszony zgodził się. Pierwsza inwestycja była fatalna. Druga też nie zapowiadała się rewelacyjnie, zwłaszcza, że Maciek na początku nie miał ochoty zaangażować się w rozmowę z doradcą. Pani Ania pokazała nam kilka mieszkań spełniających nasze oczekiwania, opowiedziała o plusach inwestycji, ja zadałam kilka standardowych pytań. Wydawało się, że to tyle, gdy mój ukochany postanowił się jednak włączyć w rozmowę i też podpytał o kilka rzeczy wykazując minimalne zainteresowanie tematem. Zabraliśmy plany mieszkań, i chwilę przed 15:00 wyszliśmy z ich biura. Już w trochę lepszych humorach poszliśmy sprawdzić, gdzie będzie budowana „Przasynska 6” – cóż… ogrodzony kawałek terenu, jeszcze nawet bez dziury w ziemi. Zrobiliśmy sobie też spacer po okolicy, i ku naszemu zaskoczeniu okolica była cicha i spokojna, a plany na zagospodarowanie terenu optymistyczne. Wróciliśmy do domu, siedliśmy nad planami, przeanalizowaliśmy układ mieszkań, wszystkie za i przeciw, i w pewnym momencie byliśmy pewni – to jest TO! Kupujemy to mieszkanie! Szczęśliwym zbiegiem okoliczności w tamten weekend mieli dni otwarte, więc w niedzielę o 10:04 byliśmy już z powrotem pod biurem, by nikt nas nie uprzedził! Zdziwienie pani Ani było ogromne, jej wyraz twarzy jednoznacznie wskazywał „nie sądziłam, że ich jeszcze kiedykolwiek zobaczę”. Nasze było nie mniejsze, gdy powiedziała nam, że TO mieszkanie jest już zarezerwowane. Jak to możliwe skoro wyszliśmy tuż przed zamknięciem, a wróciliśmy tuż po otwarciu?! Okazało się jednak, że TO mieszkanie ma swoje lustrzane odbicie w sąsiedniej klatce, tylko na 6, ostatnim piętrze, a nie na 5 tak jak wcześniej wybrane. Maciek był zadowolony, on lubi takie mieszkania, których unikają inni – na ostatnich piętrach, narożne ;) Zarezerwowaliśmy, ale warunkowo, bo ja wolałabym uniknąć ostatniego piętra. Ludzie, którzy nas uprzedzili zarezerwowali dwa mieszkania, w tym właśnie nasze, i w ciągu kilku dniu mieli podjąć finalną decyzję. Pozostało nam czekać.
8 kwietnia pani Ania napisała nam, że rezerwacja na nasze mieszkanie się zwolniła, teraz my mamy zarezerwowane dwa A51 i A61. Mój wyjazd do Livigno dał nam trochę więcej czasu do zastanowienia, ale 20 kwietnia musimy przekazać naszą finalną decyzję. Mieszkania są w tej samej klatce, to samo 73,68m2. Różnią się tylko piętrem, 5 czy 6. Które wybierzemy?

