W dłuższy, sierpniowy weekend wybraliśmy się w Beskid Żywiecki. Planowaliśmy ten wyjazd od dłuższego czasu, bo tam odbywała się kolejna część Pereł Małopolski, w której oboje zamierzaliśmy wziąć udział, ale w związku z naszymi kolanami, nie trenowaniem zrezygnowaliśmy z biegania na rzecz spacerku na Diablak (1725 m)! Uwielbiam Babią Górą! O każdej porze roku, dnia, i niezależnie od pogody. Oczywiście cudownie jest, gdy jest bardzo dobra widoczność i po wyjściu z pasma kosodrzewiny oczom ukazuje się fantastyczna panorama Tatr. Mimo tego, że nie policzę ile razy wspinałam się już na Babią, to taki widok przytrafił mi się chyba tylko raz. Ale nic nie szkodzi :) Babiogórskie pasmo samo w sobie ładuje mnie bardzo pozytywną energię. Podczas tego wyjazdu uzmysłowiłam sobie jednak, że znam tak naprawdę tylko jedną jego część! Zwykle jadę na przełęcz Krowiarki, tam zostawiam auto, czerwonym szlakiem na górę, a później na dół żółtym, trasą akademicką (Perć Akademicka), ale to lata temu, zanim stała się szlakiem jednokierunkowym, oczywiście z dołu na górę. Ponieważ nie lubię wchodzić i schodzić tą samą trasą, to teraz powrót przez schronisko w Markowych Szczawinach, do którego z Diablaka prowadzi szlak czerwony, a dalej do przełęczy i parkingu – niebieski. Tak też, zrobiliśmy i tym razem, chociaż ten niebieski szlak od schroniska to jest trochę nużący – taka emerycka ścieżka, która ciągnie się prawie 2h. Czuję, że następnym razem chciałabym poznać Babią z innej strony, np. wejść na Diablak przez Małą Babią… Na pewno wymyślimy sobie fajną trasę, nową, naszą wspólną :)
Z przełęczy Krowiarki na Diablak wchodzi się ok. 2,5h, do schroniska schodzi się ok. 1h, a później niecałe 2h spacerkiem z powrotem na parking. Gdy wybieramy się na Babią, trzeba pamiętać, że to bardzo kapryśna góra :) Pogoda potrafi się zmienić w ciągu kilku minut, całe podejście może być ciepłe i przyjemne, a na szczycie zerwie się tak przenikliwy i zimny wiatr, że trzeba szybciutko uciekać. Ale czy to w górach nie jest najcudowniejsze?
A jakbyście chcieli smacznie zjeść, polecamy karczmę „Tabakowy Chodnik„. W Zawoi wiele jest karczm, ale tą odkryliśmy przy naszej ostatniej wizycie i jedzenie tak nam smakowało, że pierogi wzięliśmy sobie nawet na wynos :) Do tego miejsce jest przytulne, a obsługa miła. Swobodni polecają ;)
Z dodatkowych atrakcji w Zawoi można wyskoczyć do parku linowego, w którym na wysokiej trasie człowiek trochę musi się namęczyć, ale zabawa odrobinę przypomina dzieciństwo i skakanie po drzewach :)














