· ·

Dzień 11 – deszczowa Droga Atlantycka

Poranek należał do udanych – po wyjściu z namiotów czekała na nas paczka niespodzianka :)

image

A w środku kalendarz z norweskimi widokami, 3 pudełka z domowymi smakołykami, warzywami, ciastem z borówkami, którym objadaliśmy się poprzedniego wieczoru i jeszcze 4 puszki z rybkami :) o lunch już się nie musieliśmy martwic ;) spakowany, cygański tabor ruszył w dalszą drogę – do początku drogi atlantyckiej, która zaczyna się w miejscowości Bud, mieliśmy 15 km. Po drodze szybkie poniedziałkowe zakupy (chleb, banany, ciasteczka owsiane itp.).

Temperatura w Polsce rośnie, a u nas spada ;) do tego od rana wiał przeszywający silny i zimny wiatr, do którego po 7 km od wjechania na atlantic road dołączył deszcz… Pogoda nie rozpieszczała nas już do końca dnia :( Po 15 km w deszczu, już trochę przemoczeni, zatrzymaliśmy się na lunch pod daszkiem marketu. Przy okazji podjęliśmy decyzje co dalej. Podziwianie widoków, spacerowanie i tym podobne turystyczne atrakcje poszły w odstawkę – naszym celem stał się najbliższy camping, i wszystko byłoby super, gdyby takowe były w okolicy :/ po zjechaniu z drogi atlantyckiej można było odbić na wysepki i tam znaleźć miejsce na biwakowanie, ale to wiązałoby się z dodatkowymi 20 kilometrami poza naszą trasą… Dlatego mimo deszczu postanowiliśmy dojechać aż do Kristiansund, a w razie tragedii złapać autobus wcześniej niż przed tunelem. Tragedii nie było, ale akurat 5 km przed tunelem nadarzył się transport, wiec skorzystaliśmy, by później długo nie czekać na kolejny (22Kr za rower + 42Kr za osobę – patrząc na proporcje cena/ilość km mamy wrażenie ze za wczorajsza przejażdżkę tunelem zostaliśmy oskubani, by nie powiedzieć inaczej…). Autobus wysadził nas w centrum, oooooj trudno było z powrotem założyć mokre, zimne kurtki, rękawiczki i przejechać w deszczu kolejne 6km… Ten odcinek wykończył nas chyba bardziej niż wcześniejsze 40km! Finalnie, przemoczeni dotarliśmy do kempingu na obrzeżach miasta. Ociekający woda weszliśmy na recepcje, pani spojrzała na nas, zgarnęła od nas niemałą sumkę (od Macka 180 Kr, od nas 260 Kr) a na koniec powiedziała ze na dzisiejsza noc możemy zostać w budynku – w pierwszej chwili myśleliśmy ze się przesłyszeliśmy, ale nie wygląda by tak było :))) Budynek w ogóle wygląda jak górskie schronisko, na gorze są jakieś pokoje, a na dole kuchnia i większy pokój. W odróżnieniu tylko od schroniska tu są miękkie kanapy, na których dziś zamierzamy spać :) zostaliśmy uratowani! Bo za oknem z minuty na minute coraz gorzej…

image

image

image

Trasa: 73,71 km (4:29), 15km przed Bud – Bud – Hustad – Bruhagen –  Kristiansund
Camping: Byskogen Camping (Kristiansund), 100Kr/namiot + 80Kr/os, ciepła woda, dostęp do wyposażonej kuchni – w cenie, pralka i suszarka po 35Kr każda

P.S. Sama droga atlantycka jest niesamowita konstrukcja! Zwłaszcza wjazd na pierwszy z 7 mostów, zaczynając właśnie od strony zachodniej. Wysoki, krety, górujący swą wielkością. Jestem przekonana ze w pogodny dzień sama droga i widoki w kolo sa nieziemskie! Ale to następnym razem, jak przyjedziemy do Norwegii kamperem ;)

Podobne wpisy