Właścicielka campingu zasiała w nas ziarenko ciekawości odnośnie drogi trolli, ziarenko, które ubijaliśmy przez ostatnie dni, bo byliśmy przekonani, że nie damy rady. Ale skoro można górę wziąć od łatwiejszej strony, to czemu by nie spróbować, tym bardziej że pani daje radę, to my nie damy? ;) Warunek był jeden – bierzemy autobus do Valldal. Przejechaliśmy prawie cały ten odcinek dwa dni temu i nikomu z nas nie uśmiechał się powrót tą trasą. Temat ogarnęliśmy – o 10:20 staliśmy na przystanku – jeśli autobus przyjedzie i zabierze nas z rowerami – jedziemy, w każdym innym wypadku ruszamy dalej ustaloną, zmodyfikowaną trasą. Przyjechał punktualnie, z rowerami nie było żadnego problemu, wszystkie 3 wylądowały w luku. Byliśmy jedynymi pasażerami :) przyjemność ta jednak trochę nas kosztowała – 33 Kr/rower + 63 Kr/os.
W Valldal, tuż przed wyjazdem, Maćkowi S. strzeliła dętka, więc trzeba było ogarnąć awarię, co chłopakom bardzo sprawnie poszło. Z miejsca, z którego ruszyliśmy mieliśmy 32 km do drogi trolli, wedle zapowiedzi p. kempingowej, dłuuuugi ale dość łagodny podjazd. Przez pierwsze 10 km zastanawialiśmy się czy aby na pewno dobrze jedziemy, bo wysiłku wielkiego nas to nie kosztowało. Przez kolejne 15 wiedzieliśmy już, ze błędu nie popełniliśmy; przy podjeździe, który mieliśmy nadzieje, byl ostatni ledwo wjechaliśmy na gore. Po paru metrach okazało się ze to jednak nie koniec. Naszym oczom ukazała się w pełnej klasie trasa, którą mieliśmy jeszcze do pokonania. Wzbudziła nasz strach i przerażenie. Perspektywa, co najmniej 45-60 minutowego wpychania roweru na górę, zmotywowała nas do zrobienia sobie przerwy na lunch :) nie dość ze mieliśmy pod gore, to jeszcze wiatr wiał nam prosto w twarze!
Za Mackiem widać odcinek jaki nam został do przejechania…
Mimo obaw udało się nam WJECHAĆ na sam szczyt! Okupione to było mega wysiłkiem, ale na górze widoki wynagrodziły wszystko! Minęły wszelkie kryzysy, lęki i inne niepokoje duszy ;) było magicznie, mimo ze droga trolli czekała na nas jeszcze kawałek dalej. Ale było już z górki ;) pogoda udała się nam znakomicie! Słoneczny dzień, błękit nieba, fenomenalne górskie krajobrazy. Cudeńko :)
Droga trolli jest bardzo turystycznym miejscem, autobusy z wysypującymi się turystami, pędzącymi na taras widokowy by pstryknąć sobie fotkę. Ale miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia! Ten widok na mega krętą drogę i niekończące się ostre zakręty :)
Tak jak i wszyscy turyści zrobiliśmy sobie spacer przygotowanymi ścieżkami i tarasami, na koniec zjedliśmy lody, założyliśmy ciuchy chroniące nas przed przeszywającym zimnem zjazdów i ruszyliśmy serpentynami w dalsza podroż :)
Rozpędzić się bardzo nie dało, ale Maciek K. z sukcesem wyprzedził nawet auto z przyczepa campingowa, taki szalony ;)
Nie da się ukryć ze dzień nas wykończył, wiec po zjeździe postanowiliśmy szukać juz miejsca na biwakowanie na dziko :) ale oczywiście przypomniało się nam ze jutro niedziela i trzeba zrobić zakupy, później wyjechać za miasto i znaleźć kawałek zielonej ziemi. I tak zrobiliśmy 67km. Rozbiliśmy się niedaleko Isfjorden, przy drodze na Molde, do którego ruszamy jutro :)
Trasa: 66,27 km (5:26), Stordal – Valldal – Trollsteigen – Andalsnes – Isfjorden
Camping: na dziko, na polu tuż przy morzu



