Ostatnią, trzecią, część naszej zimowej wyprawy spędziliśmy na zachodnim wybrzeżu Teneryfy, w rejonie, którym jest już dużo cieplej niż na północy :) Tutaj sporo leniwych chwil spędziliśmy na różnych plażach. Gdyby nie to, że na plaży w Puerto de Santiago, gdzie mieszkaliśmy przez dwa tygodnie, często obowiązywał zakaz kąpieli i nawet zbliżania się do wody, ze względu na bardzo duże fale, to pewnie nie szukalibyśmy innych alternatyw. Było nam tam naprawdę dobrze, tym bardziej, że do plaży mieliśmy zaledwie 5 minut!

Puerto de Santiago
Tutaj chyba trafiliśmy na najlepsze mieszkanie podczas całego naszego pobytu – zarówno pod kątem lokalizacji, jak i wyposażenia i standardu. Mieliśmy też do dyspozycji mały balkon i spory taras, z wypoczynkiem i grillem, które nastrajały nas do bardziej leniwego spędzania czasu – tego zresztą potrzebowaliśmy po kilku intensywnych dniach na północy Teneryfy.
Puerto de Santiago bardzo przypadło nam do gustu – miasteczko co prawda turystyczne, ale ani nie za duże, ani za małe. Czyta plaża, choć z czarnym piaskiem, z ratownikiem pilnującym plażowiczów, duży wybór różnych restauracji, sklep prawie pod nosem, lokalny warzywniak, widok na La Gomerę, deptak wzdłuż wybrzeża. Chyba wszystko czego potrzebowaliśmy by spędzić dwa wakacyjne tygodnie.
Spacer wybrzeżem Puerto de Santiago – Alcalá
W jeden z tych dni, kiedy na „naszej” plaży wisiała czerwona flaga, postanowiliśmy odwiedzić naszych znajomych w Alcali i tam trochę poplażować :) Wzdłuż wybrzeża prowadzi ścieżka, bardzo popularna do biegania i spacerowania. My nie przeszliśmy całej tej trasy, bo zatrzymaliśmy się na plaży Playa La Jaquita. Na trasie nie ma cienia, więc warto mieć czapkę z daszkiem, posmarować się kremem i koniecznie mieć ze sobą wodę do picia. Bardzo przyjemny spacer. W samej Alcali można również pospacerować deptakiem, dzieciaki mogą się pobawić na jednym z dostępnych tam placów zabaw. W wieczorem wróciliśmy autobusem, co było dodatkową atrakcją :)
Informacje praktyczne
Wędrówka z widokiem na wulkan Teide
Na drugi dzień po naszej wędrówce na Roques de-Garcia wszystkie szlaki na Teide zostały zamknięty ze względu na opady śniegu, przez kilka dni był zakaz wjazdu do Parku Narodowego Teide. Później trasy zostały częściowo otworzone, ale jeśli dobrze pamiętam na Teide nie można było się wspiąć do końca stycznia. Niemniej chcieliśmy jeszcze pospacerować po polach lawy, co udało się nam na wulkanie Chinyero. Bardzo przyjemna pętla, łagodna trasa z pięknymi widokami na wulkan Teide.
Wulkan Chinyero
Wulkan Chinyero jest najmłodszym wulkanem na Teneryfie, który ostatni raz wybuchł w 1909 roku. Na trasie nie ma miejsc do biwakowania, w pobliżu brak też restauracji, więc warto być pod tym kątem dobrze przygotowanym. Pogoda również lubi tam być bardzo zmienną – od pięknego słońca, bo chłód i gęstą mgłę, więc warto mieć ze sobą bluzę i kurtkę.
Trasa wiedzie przez wielkie pola lawowe, które pozwalają zobaczyć, jak przyroda próbuje się tam odrodzić, choć nie jest to łatwe na tym terenie. Dzieciaki miały frajdę w oglądaniu kamyczków „lawowych”, szukaniu wielkich szyszek, czy przyglądaniu się różnobarwnej roślinności. Polecam!
Informacje praktyczne
Szlak w Park Teno i wizyta w Masce
Podczas tego wyjazdu nie zdecydowaliśmy się na przejście najbardziej popularnym szlakiem w wąwozie Masca, przede wszystkim dlatego, że z informacji znalezionych w internecie, wynikało, że taką wycieczkę należy zaplanować najlepiej z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Czego nie zrobiliśmy. Finalnie w informacji turystycznej okazało się, że niekoniecznie – wejściówki dostępne są nawet z dnia na dzień, ale ponieważ nie mieliśmy górskich butów, które są tam wymagane, postanowiliśmy, że tę wyprawę zostawiamy sobie na następny raz (razem z nocnym wejściem na Teide).
Tym razem wybraliśmy inny, mniej uczęszczany, szlak w Parku Teno. Już sam dojazd robi spore wrażenie – wąskie serpentyny, zapierające dech widoki. Wąsko! A im później tym bardziej tłoczno, więc mijanie się na tych zakrętach, skałach po jednej stronie, urwiskach po drugiej, serwuje niezłą dawkę adrenaliny ;)
Wędrówka do Cumbre de Masca w Parku Teno
Trasa pod szczyt Cumbre de Masca zaczyna się przy tarasie widokowym Mirador de Cruz de Hilda, gdzie dostępny jest też niewielki parking. Ogólnie jeśli nie przyjedziecie w tamte rejony – zarówno na ten parking, czy ten w Masce, z samego rana, tak do 10, to później zaparkowanie graniczy z cudem lub dłuuugim czekaniem. Na szlak warto wybrać się też wcześnie, ze względu na to, że pierwszą jego część pokonujemy w pełnym słońcu, dopiero w drugiej części możemy momentami schować się w cieniu lasu Laurisilva. Momentami trasa jest bardziej wymagająca, ale warto, bo prawie całą drogę możemy podziwiać fantastyczne widoki na zachodnie wybrzeże Teneryfy, szczyty Masca, czy też dolinę Santiago.
Informacje praktyczne
Przystanek w Masce
Po wędrówce zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w samej Masce, bo akurat trafiliśmy na zwalniające się miejsce parkingowe (znajomi po dłużej chwili oczekiwania zrezygnowali i ruszyli w drogę powrotną). Zeszliśmy na mały taras widokowy, zjedliśmy lody przy akompaniamencie lokalnego grajka, a ja zajrzałam do informacji turystycznej by dowiedzieć się więcej o wędrówce wąwozem.
Plaża San Juan i spacer do „ogona wieloryba”
Kiedy nad plażą w Puerto de Santiago po raz kolejny wisiała czerwona flaga, a my byliśmy w plażowym nastroju, postanowiliśmy sprawdzić plażę w San Juan. Dzięki temu, że niedaleko jest port rybacki i falochron, plaża jest osłonięta od wiatru i fal, a wody oceanu są spokojniejsze. W pobliżu znajduje się promenada z kawiarniami i restauracjami, ale w styczniu nie wszystkie były otwarte. Nie można też było wypożyczyć parasola czy leżaka. Sama plaża jest dość kamienista, podobnie jak brzeg oceanu, przez co chodzenie czy wbieganie do wody było momentami bolesne.
Na klifie, nad plażą, znajduje się rzeźba „Alcaraván”, autorstwa kanaryjskiego artysty Roberto Martinóna, która przedstawia ogon wieloryba. Ma to być symboliczne nawiązanie do morskiego dziedzictwa regionu. Prowadzi do niej ścieżka spacerowa, którą i my wdrapaliśmy się na wzniesienie. Z góry rozpościera się piękny widok na ocean i zachodnie wybrzeże Teneryfy.
Klify Los Gigantes i spotkanie z delfinami
Los Gigantes to chyba jedno z najbardziej popularnych miejsc na Teneryfie. Potężne, bazaltowe klify sięgające nawet 600 metrów wysokości wyrastają prosto z Atlantyku, tworząc imponującą ścianę skalną, która naprawdę robi wielkie wrażenie. Klify można podziwiać z niewielkim plaży przy porcie, lub z pokładu łodzi. Taki rejs można też – i właśnie taki rejs można połączyć z obserwacją delfinów.
Z portu kilka razy dziennie wypływają łodzie i katamarany, które zabierają turystów na rejsy z oglądaniem delfinów i wielorybów. U wybrzeży Teneryfy żyją przez cały rok, więc niezależnie od terminu pobytu jest szansa by zobaczyć je w swoim naturalnym środowisku. My wybraliśmy się na rejs Flipperem Uno i przez dobre 15/20 minut mieliśmy okazje podziwiać pływające wokół nas delfiny. Oczywiście nie były to spektakularne pokazy jak np. w Loro Parku, niemniej dla mnie ten widok był o wiele bardziej kojący i naprawdę przyjemnie było obserwować delfiny swobodnie pływające sobie w oceanie.
Jeśli jesteście ciekawi jakie inne miejsca warto odwiedzić na Teneryfie zerknijcie też do mojego wpisu Północna Teneryfa – 8 miejsc wartych odwiedzenia i 7 wycieczek z El Medano – południowa Teneryfa.




























