Jakiś czas temu zorganizowałam dziewczyński wypad z Zosią (my + koleżanka z córką). Wtedy zrobiłyśmy trasę na Błatnią ze spaniem w schronisku, a tym razem czas „mama i syn wędrujący na Soszów” :) Ale jak już wiecie, jesteśmy fanami wędrowania z towarzystwem i dla dorosłych i dla dzieci, to i tym razem byliśmy z drugą mamą i jej córką.
Soszów Wielki – początek szlaku
Parkowanie w Wiśle jest swego rodzaju sportem ekstremalnym, chyba wszędzie są już szlabany, parkometry, a sama opłata za parkowanie potrafi być kosmiczna. Pierwotnie planowałyśmy zaparkować na parkingu kościelnym, ale i tam rozliczenie było tylko godzinne, a nie ukrywam nie chciałyśmy płacić za weekendowy parking ponad 150 zł. Znalazłyśmy kawałek dalej miejsce, gdzie zostawiłyśmy auto, choć z taką nutką niepewności ;) Na szczęście nic mu się nie stało :)

Tym samym od razu byliśmy już na szlaku, a nawet trzech – niebieskim, czerwonym i zielonym. Niebieski szybko pożegnaliśmy i wędrowaliśmy czerwonym/zielonym. Niebieski szlak również prowadzi na Soszów, ale bardzo długo idzie się nim wzdłuż głównej drogi, a takich opcji staramy się unikać. Plan zakładał trasę na szczyt zielonym szlakiem, ale dzieciom było momentami trudno z plecaczkami, więc znalazłyśmy skrót wytyczną już ścieżką, która omijała pętelki i drogę asfaltową. Jak się okazało skrót uczęszczany przez wielu :)
Nasza trasa biegła koło naszego domku, więc najpierw zostawiliśmy plecaki, a dopiero później poszliśmy na szamę na szczyt.
Drugą część trasy zaczęliśmy kolejnego dnia po śniadanku i porannym chillu w domu. Najpierw szliśmy szlakiem czerwonym do Małego Stożka. Bardzo przyjemny odcinek górskim grzbietem. Ten odcinek jest też częścią The LOOP, a w schronisku na Soszowie można wbić pieczątkę do swojej książeczki, co oczywiście uczyniliśmy :)
Na Małym Stożku zeszliśmy na żółty szlak, a później przeskoczyliśmy na niebieski, żeby znowu ograniczyć drogę asfaltową. Tutaj też ze względu na dzieci zrobiliśmy skrót, żeby niebieskim szlakiem nie robić długiej trasy wokół Kobylej góry. Szlak niebieski kończy się na stacji kolejowej Wisła Dziechcinka, z której złapaliśmy pociąg i podjechaliśmy sobie na stację Wisła Uzdrowisko, skąd już mieliśmy tylko kawałek do auta.
Pogoda nam dopisała, trasy były dobrze oznaczone, a my dzięki wielości szlaków w tej okolicy i różnych dróg oraz ścieżek, moglibyśmy swobodnie dostosowywać trasę do możliwości i kondycji naszych dzieci.
Informacje praktyczne
Nocleg na Soszowie Wielkiem
Mimo, że wycieczkę planowaliśmy z prawie 2 miesięcznym wyprzedzeniem, na ostatni weekend kwietnia w schroniskach nie było już wolnych miejsc. Ale udało się nam znaleźć pokoje w niewielkim domku tuż pod szczytem (5 minut ścieżką do schroniska).
Gastronomia na Soszowie
Okolice Soszowa Wielkiego to wiele tras rowerowych, a w zimie narciarskich, więc poza schroniskiem można też zjeść w karczmie, która jest tuż koło wyciągu. Pod kątem dzieci jedzenie bardziej pasowało nam właśnie w karczmie, do tego jest tam niewielki plac zabaw i duża huśtawka z widokiem na Beskidy. Duży wybór w menu, a porcje spore i jedzenie smaczne. Byliśmy tam chwilę przez zamknięciem, więc nie było kolejek i czas oczekiwania był krótki.












