Rozpoczęliśmy wspaniały projekt pt. Górska Banda! Jest to bardzo lokalny, zrzeszający naszą przedszkolną społeczność (rodziny, znajomych bliższych i dalszych) pomysł na wspólne wyjścia w góry. Wiadomo, dzieciom w górach wędruje się łatwiej (a wtedy też rodzicom ;)), kiedy mają towarzystwo innych dzieci. I tak oto z przełęczy Przegibek ruszyliśmy na Magurkę Wilkowicką.
Magurka Wilkowicka – początek szlaku
Auta zaparkowaliśmy na niewielkim parkingu koło baru Gawra i wzdłuż drogi – niestety jest to bardzo popularna trasa, w związku z tym miejsca parkingowe szybko się zapełniają. Mimo, że zbiórkę zrobiliśmy o 10:00 to część z naszych rodzin zaparkowała już na mniejszym parkingu 700m niżej – przy wejściu na zielony szlak – z nimi spotkaliśmy się na skrzyżowaniu szlaków.

Przez przełęcz Przegibek prowadzi szlak niebieski (Lipnik – Przełęcz Cisowa) oraz żółty szlak papieski. Oba pokrywają się praktycznie całą drogę – jedynie pod sam koniec na moment się rozchodzą, by spotkać się ponownie pod schroniskiem. Ale poza szlakami jest tutaj sporo dróg technicznych, szerokich, łagodnych, którymi można obejść bardziej strome odcinki – choć nie ma ich tak dużo. Nasze pięciolatki, sześciolatki nie miały z tą trasą żadnego problemu. Młodsze maluszki potrzebowały od czasu do czasu wsparcia i podjazdu na baranach.
Trasa jest miejscami kamienista, jednak w całości to przyjemna opcja na wędrówkę z dziećmi. Im później tym bardziej tłoczono na szlaku, a w szczególności w samym schronisku.
Informacje praktyczne
Schronisko PTTK na Magurce Wilkowickiej
Na obiad i postój planowaliśmy zatrzymać się schronisku PTTK, ale w środku nie dało się wbić szpilki, a na dworze tego dnia wyjątkowo mocno wiało. Dlatego tam zrobiliśmy tylko wspólne zdjęcie, wbiliśmy pieczątki do naszych książeczek The LOOP – wielkiej pętli beskidzkiej i zeszliśmy troszkę niżej do Chaty na Magurce.
Co prawda nie wiało tam wcale dużo mniej, ale znaleźliśmy miejsce w zabudowanej altanie. Chata oferuje kilka dań barowych, ale jest też możliwość kupienia zestawu ogniskowego, rozpalenia ogniska i upichcenia sobie kiełbaski czy chlebka. Na ternie Chaty jest ławeczka do zdjęć, huśtawka i konstrukcje pod nachodzące nowości.
Z tych emocji i przejęcia naszym pierwszym wyjściem nie zrobiłam zdjęć, których mogłabym użyć we wpisie :o


