W sumie to jeszcze jesienna, ale w wyższych partiach przywitał nas śnieg. Cudowny prezent na urodziny – góry :) Za każdym razem, gdy sobie wędruję zastanawiam się, dlaczego robimy to tak rzadko, a później wracamy do Warszawy, do codziennych obowiązków i znowu mija kilka miesięcy zanim wejdziemy na jakąś górkę.
Ale nie o tym miało być ;) Na Pilsko, drugi po Babiej Górze co do wysokości szczyt górski w Beskidzie Żywieckim, weszliśmy szlakiem z Korbielowa. Przypomniało, mi się jak uczyłam się tam jeździć na nartach, choć to traumatyczne przeżycie, bo mając na nogach narty pierwszy czy drugi raz w życiu zabrali mnie na czarny oblodzony szlak… ależ byłam wtedy poobijana! Tym razem jednak wspomnienia są pozytywne. Spokojnym tempem weszliśmy sobie najpierw na polski wierzchołek, a kilka metrów wyżej, także słowacki.

Bo ciekawostką, którą odkryłam podczas tej wycieczki jest to, że właściwy szczyt masywu, czyli Pilsko (1557 m) znajduje się właśnie na Słowacji. Na granicy polsko-słowackiej znajduje się natomiast niższy wierzchołek – Góra Pięciu Kopców (1543 m), położony około 200 m na północ od głównego wierzchołka.






