„Nooo żesz *****” przywitało nas dzis z sasiedniego namiotu. Czyli Maciek K. po tym jak wystawił głowę z namiotu i spojrzał w niebo :) koło 7 jeszcze padało, czarne chmury na niebie wróżyły kolejny ciężki dzień, na szczescie nie sprawdzilo sie! Choc poczatek dnia wcale nie byl taki latwy. Po tym jak umyslismy zabki w strumieniu i zlozylismy namioty, ruszylismy w trase na Stryn, gdzie dzis sie zatrzymalismy. Po ujechaniu zaladwie 2 kilometrow zaczął sie 10 km podjazd na przełęcz na wysokości 600 m n.p.m. – bez zadnego odcinka prostego. Troche nam to zajęło, czasu i wysiłku, ale daliśmy radę! Chociaz przeszkadzaly nam nawet owce siedzace sobie na srodku glownej drogi, niechetne by sie gdziekolwiek ruszyc :) Zaraz potem 10 km zjazd :) choc z przerawa na lunch – takiego miejsca i widokow przepuscic nie moglismy :) (juz wtedy zapomnielismy o mega wysilku sprzed kilku km :)) dalej bylo juz tylko lepiej, ciagnaca sie wokol Utfjorden w miare spokojna droga, piekne widoki, gory wokol i coraz lepsza pogoda, tak by w koncu pojawiło się slonce! Tak jezdzic to mozemy!
No prawie… Bo wlasnie jest maly problem – moje siedzonko. Co ja juz z nim nie wyczyniam, byle moc przejechac kolejne kilometry :( mimo tego ze zmienilam je przed wyprawa, przetestowalam i nic nie wskazywalo na to ze bedzie gorsze od zelowego poprzednika to jest masakra. Po tylu kilometrach okazuje sie ze jest najgorsze! Uciska dokladnie w kosci kulszowe (czy jak to sie nazywa… z biologii nigdy nie bylam dobra). Dzis to juz nawet na dmuchanej poduszce jechalam – chlopaki mowia, ze komicznie to wyglada. Moze i smiesznie ale chwilowo pomoglo. W kazdym razie, mimo ladnej pogody i sil na kilka dodatkowych kilometrow zatrzymalismy sie w Stryn, by z samego rana pojsc na zakupy do sklepu sportowego. Niestety dzis spoznilismy sie pare minut, pani miala juz zamknieta kase i nie chciala nas wpuscic ;)
Ale nie ma tego zlego! W koncu czujemy sie jak na prawdziwym urlopie :) znalezlismy super miejsce na camping na dziko – pole z chatka, nad rzeka, nalezace do uroczej Norwezki. Na spokojnie rozbilismy namioty, w sloncu i na krzeslach (z chatki) zjedlismy kolacje, chlopaki cos tam sobie czytaja, a jak tylko skoncze relacje to jeszcze bedziemy miec czas by zagrac sobie w tysiaca :) Jest cudownie!
Trasa: 65,44 km (czas pedałowania 4:44), Byrkjelo – Innvik – Olden – Loen – Stryn
Camping: na dziko


