Miałam zacząć od wyprawy, która najbardziej utkwiła mi w pamięci, jednak chyba lepiej będzie trzymać się prawdziwego biegu wydarzeń ;)
Przełom września i października to ostatnie bardzo ciepłe dni, znośna morska woda i szansa na wygrzewanie się w słoneczku, dlatego podczas pierwszej z naszych wypraw postanowiliśmy skorzystać z tych uroków.
Cel: Chalkidiki.
Półwysep ma kształt dłoni, wyjątkowo tylko z trzema palcami, a w dodatku tylko dwoma dostępnymi do użytku publicznego. Najbardziej wysunięty na wschód palec to Święta Góra, region otwarty tylko dla nielicznych. Jest to całkowicie niezależna kraina, w której władzę sprawują opaci. Athos (2033 m n.p.m.) wznosi się na południowym krańcu Świętej Góry.
Wcześnie rano udaliśmy się do wypożyczalni samochodów, wynaleźliśmy 9 osobowy van i po podpisaniu stosownych dokumentów (przez 2 osoby mające po co najmniej 23 lata), wpłaceniu kaucji w wysokości 400 euro, ruszyliśmy w 120 kilometrowa trasę z Salonik na środkowy palec – Sithonia. Podróż minęła nam szybko, bo o dziwo nie napotkaliśmy na duże korki. Na wschodnim wybrzeżu są jedne z najpiękniejszych i jednocześnie najrzadziej odwiedzanych plaż w Grecji! Przez większą część dnia, jak małe dzieci, bawiliśmy się w piasku, graliśmy w piłkę i moczyliśmy się w wodzie. Każdy z nas czuł się jak w siódmym niebie :D
Kiedy kanapki i nasze małe zapasy skończyły się, postanowiliśmy ruszyć przed siebie w poszukiwaniu lokalnej restauracji, a przy okazji wpadł nam do głowy fantastyczny pomysł – objedziemy cały palec! Skusił nas El Capitan. Niepozorna na pierwszy rzut oka knajpka okazała się klimatycznym miejscem z pysznym jedzonkiem. Chciałam odwiedzić stronę podaną na wizytówce, którą dostaliśmy od właścicieli, niestety nie udało mi się :( W każdym razie jeśli będziecie w okolicy polecam odwiedzić to miejsce, znajduje się tuż przy głównej drodze, po prawej stronie (jadąc z północy), już prawie na samym czubku półwyspu. Po smacznym posiłku udaliśmy się na spacer wybrzeżem, trafiliśmy na spokojną zatokę, w której zacumowano kolorowe łódki, a kawałek dalej odkryliśmy fragmenty murów starożytnego miasta. Niestety nie zachowało się z niego zbyt wiele.
W trakcie drogi powrotnej zrobiliśmy sobie jeszcze co najmniej 2 przystanki, jeden przymusowy, gdy drogę zatarasowały nam kozice, najpierw próbując zaglądnąć nam do samochodu, a później olewając nas totalnie zastanawiały się dokąd pójść ;) My w między czasie wyskoczyliśmy z samochodu i podziwialiśmy widoki :) Drugi natomiast, na zachód słońca (aczkolwiek nie po tej stronie zachodziło ;)) Wieczorna kąpiel w morzu, spacer wybrzeżem, mała wspinaczka po skałkach i wypatrywanie góry Athos :) Gdy już zmierzchało postanowiliśmy, że najwyższy czas wracać …
Ah, czy nie cudownie to wszystko brzmi? Oj tak, gdyby nie incydent jaki nas spotkał dnia następnego. Nie udało się nam zwrócić samochodu przed 21, więc trzeba było się nim zaopiekować, tylko gdzie go zaparkować? W wąskich uliczkach wokół akademika nie udało się znam znaleźć żadnego miejsca, więc zaparkowaliśmy przy głównej drodze idąc za przykładem Greków. Problem polegał na tym, że oni wiedzieli, że wcześnie rano trzeba szybko odjechać, a my nie … Samochód bez tablic rejestracyjnych, za to z mandatem na wycieraczką, już gorzej być nie mogło! A jednak … Musieliśmy jeszcze zatankować, a najgorsze jest to, że w mieście nie ma zwykłych stacji benzynowych, tylko takie małe, wąskie kolo drogi i zawsze stoi tam też mnóstwo samochodów. Prowadziłam ja, więc odważnie wcisnęłam się na stację, z gościem się ciężko dogadać, bo nic po angielsku. Zatankowane, zapłacone i trzeba stamtąd wyjechać, no a to duże auto i mało miejsca. Koleś świadomy tego pokazuje mi jak mam jechać, bo najpierw chciałam sobie cofnąć, ale on „ne, ne”, no to ok, patrzę na niego, a nie na lusterka (głupia ja! tak zaufać facetowi i to jeszcze Grekowi!), i nagle słyszę huk… Na dystrybutorami była zaczepiona gaśnica… Boczna tylna szyba poszła w drobny mak :( Zestresowani dotarliśmy do wypożyczalni, nie powiedzieliśmy jak było naprawdę, tylko że taki samochód zastaliśmy rano, bo mieliśmy nadzieję ze pójdzie z ubezpieczenia. Koniec końców musieliśmy znaleźć pocztę – za mandat zapłacony w dniu jego otrzymania płaci się połowę, wiec wyszło 40 euro. Niestety za szybę… której nie można policzyć z ubezpieczenia – 410 euro. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy wypożyczyliśmy auto …











