Tym razem wybraliśmy się na Hrobaczą Łąkę – był to nasz ostatni, przedwakacyjny wypad w ramach Górskiej Bandy (z tą akcją wracamy we wrześniu!). Jeśli chodzi o dystans to trasa miała ciut ponad 7km, czyli podobnie do naszego ostatniego wyjścia na Trzy Kopce Wiślańskie, ale dłuższe podejście i bardziej strome zejście.
Hrobacza Łąka – parking
Auta zaparkowaliśmy na bezpłatnym, nowym, choć niewielkim parkingu – placu ks. Prałata Sieczki, przy końcu ul. Panienki w Kozach. Nie ma tam wielu miejsc, ale pogoda była niepewna, zbiórkę mieliśmy o 10:00, więc parking był prawie pusty. Na końcu ul. Panienki znajduje się kaplica, więc jeśli planujecie trasę w dni świąteczne lub niedziele to warto sprawdzić czy nie ma tam jakiś uroczystości, bo wtedy parking na pewno będzie pełny.

Szlak zielony przebiega tuż obok parkingu, później koło kaplicy i dalej na Chrobaczą Łąkę. My szliśmy zielonym tylko do drogi technicznej, którą później przeskoczyliśmy na szlak żółty. Tym szlakiem wspięliśmy się na przełęcz u Panienki (739 m n.p.m.), gdzie złączyliśmy się z małym szlakiem beskidzkim i tak dotarliśmy do Domu Turystyczno-Rekolekcyjnego Hrobacza Łąka.
To tutaj dopadł nas deszcz, którego nie przewidziały żadne prognozy pogody i który, z małymi przerwami, towarzyszył nam przez większość drogi powrotnej. Po przerwie na odpoczynek i szamę, zeszliśmy na parking szlakiem zielonym, przez kamieniołom w Kozach. Kamieniołom piaskowców jest już dawno nieczynny, ale jest tam jeziorko, w tle którego można podziwiać naprawdę duże formacje fliszu (piaskowców i łupków). Są ławeczki, miejsca na ognisko, stare wagoniki, mapy czy luneta, dzięki czemu można oglądać Pogórze Śląskie oraz Dolinę Górnej Wisły.
Na Hrobaczej Łące byliśmy też 3 lata temu, w mniejszym gronie, ale co ciekawe też nas wtedy dopadł deszcz (uroki czerwca ;)). Wtedy trasę zrobiliśmy odwrotnie, czyli szliśmy najpierw zielonym, a później schodziliśmy żółtym. I mając teraz oba te doświadczenia, jeśli miałabym iść kolejny raz wybrałabym kolejność zielony -> żółty.
Czwarte wyjście okazało się też najbardziej wymagające, nie tyle ze względu na kilometry, ale długie podejście żółtym szlakiem i schodzenie w deszczu. A zielony szlak zwłaszcza ten początek zejścia jest dość stromy, dokładając do tego błotko i deszcz oraz przygody, jakie nas spotkały – momentami było trudno.
A przygody to np. 4 (!) zerwane podeszwy!
Informacje praktyczne
Gastronomia na Hrobaczej Łące

Na Hrobaczej Łące nie ma schroniska, ale Dom Turystyczno-Rekolekcyjny, który się tam znajduje oferuje całkiem smaczne jedzenie. Jest duży wybór, zarówno jeśli chodzi o dania obiadowe (zupy, drugie dania), jak i przekąski, desery i napoje. Są stoliki na zewnątrz i kilka ław w środku.












