Kontynuując nasze wspólne, rodzinne wyjścia w góry, czyli Górską Bandę, tym razem ruszyliśmy na Trzy Kopce Wiślańskie z Brennej. Z każdym wyjściem robimy ciut dłuższą trasę, i tak po Magurce Wilkowickiej (4km), Koziej Górce (5 km), tym razem zrobiliśmy pętlę 7,3 km.
Trzy Kopce Wiślańskie – początek szlaku
Auta zaparkowaliśmy na niewielkim parkingu w Brennej, koło malutkiego budynku Lasów Państwowych / Leśnictwo Leśnica (adres na google maps wskazuje Leśnica 155, choć na budynku jest numer 252…). Po jednej i po drugiej stronie drogi jest trochę miejsc, żeby zaparkować auta, choć jest to dość popularne miejsce, więc warto jednak przyjechać wcześniej, bo już koło 10 większość tych miejsc była zajęta.

Tuż koło parkingu zaczyna się zielony szlak, który prowadzi bezpośrednio na szczyt, ale nie chcieliśmy wchodzić i schodzić tą samą drogą, dlatego idąc kawałek bez szlaku, drogą dojazdową doszliśmy do szlaku niebieskiego. Szlak niebieski spotyka się z zielonym niedaleko szczytu.
Niezależnie, którą trasę wybierzecie początek obu to spacer asfaltem, który dopiero później zmienia się w leśne dróżki. Niemniej obie trasy są bardzo przyjemne, nie ma trudnych i bardzo stromych podejść. Im wyżej tym coraz piękniejsze widoki na otaczające nas Beskidy.
Szczyt Trzy Kopce Wiślańskie to miejsce gdzie spotykają się 3 miasta – Wisła, Brenna i Ustroń. Dokładnie w miejscu ich spotkania są 3 niewielkie kamienie z nazwami miejscowości, ale kawałek dalej można jeszcze spotkać 3 wielkie kamulce, na które da się powspinać. I gdzie zrobiliśmy sobie zdjęcie grupowe, zapominając o zdjęciu poglądowym :(.
Informacje praktyczne
Gastronomia na szczycie Trzech Kopców Wiślańskich
Na obiad i postój zatrzymaliśmy się w Telesforówce. Nie będzie to moje ulubione miejsce gastronomiczne i trzeba pamiętać, że jest to miejsce prywatne, nie schronisko, a co za tym idzie, nie należy tam spożywać własnego prowiantu, o czym przypominają rozwieszone komunikaty. Menu jest skromne (pomidorowa, żurek, bigos, kiełbasa z patelni, naleśniki, serki z żurawiną albo kromka ze smalcem), większy wybór przekąsek i napojów, ceny raczej standardowe.
Z informacji jakie wcześniej znalazłam w internecie miał tam na nas czekać jakiś stary, czerwony garbus. Niestety nie trafiliśmy na niego :(








