Babia Góra to moja ulubiona góra, mam do niej wielki sentyment. Różne pory roku, różne warunki pogodowe, ale zawsze to była trasa z przełęczy Krowiarki. Tym razem chciałam wejść na nią trochę inaczej. Zamiast tej najpopularniejszej trasy z Krowiarek wybrałyśmy z koleżanką pętlę ze startem na Polanie Stańcowej. Na szczyt weszłyśmy od polskiej strony, a wracałyśmy przez Słowację.
I chyba nie mogłyśmy sobie wybrać lepszego dnia. Piękna polska jesień, słońce, ciepło, świetna widoczność i kolory, które powodowały, że miałyśmy ochotę chłonąć to piękno całymi sobą. Dopiero bliżej szczytu Babia Góra przypomniała nam, skąd wzięła się jej reputacja 😉.
Babia Góra ze Stańcowej – nasza trasa
Samochód zostawiłyśmy na parkingu Polana Stańcowa. Stąd ruszyłyśmy chwilę niebieskim szlakiem, a następnie zielonym w kierunku Babiej Góry. Po zdobyciu szczytu zeszłyśmy na słowacką stronę żółtym szlakiem, a później niebieskim wróciłyśmy w stronę granicy i Polany Stańcowej.
Cała pętla miała około 13,5 km i około 930 metrów podejścia. Na szlak ruszyłyśmy o 10:30, a do samochodu wróciłyśmy dokładnie o 17:30, więc cała wycieczka zajęła nam 7 godzin.

Parking Polana Stańcowa
Parking na Polanie Stańcowej jest średniej wielkości. My byłyśmy tutaj w środku tygodnia pod koniec października i z zaparkowaniem nie miałyśmy najmniejszego problemu. Podejrzewam jednak, że przy dobrej pogodzie w letni weekend sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.
Tuż obok parkingu znajduje się niewielki punkt informacyjno-edukacyjny Babiogórskiego Parku Narodowego. Jest tutaj wiata, ławki i mały plac zabaw, więc może to być fajne miejsce na chwilę odpoczynku przed albo po wycieczce.
Dużym plusem tego miejsca jest to, że właściwie od razu wchodzimy na szlak i nie trzeba dokładać sobie kilometrów asfaltem.
Zielonym szlakiem na Babią Górę
Pierwszy fragment trasy prowadzi przez las. Jesienią było tutaj naprawdę przepięknie i widoki nie kazały na siebie długo czekać. W kilku miejscach las się otwiera i już podczas podejścia można zobaczyć Tatry.
Samo wejście oceniłabym jako dość wymagające. Nie ma tutaj żadnych technicznie trudnych miejsc, nie trzeba się wspinać ani pokonywać łańcuchów, ale szlak konsekwentnie prowadzi do góry.
Porównując to z wejściem na Babią Górę czerwonym szlakiem z Przełęczy Krowiarki dla mnie to podejście ze Stańcowej było trudniejsze. Wydawało mi się bardziej strome i zdecydowanie mocniej czułam je w nogach. Nadal nie nazwałabym go jednak jakimś ekstremalnym wyzwaniem – przy dobrej kondycji spokojnie da się wejść swoim tempem.
Szlak jest też całkiem dobrze oznaczony. Przez większość wędrówki nie miałyśmy właściwie żadnych wątpliwości, którędy powinnyśmy iść.
Babia Góra – widoki zdecydowanie wynagradzają podejście
Im wyżej wchodziłyśmy, tym widoki robiły się lepsze. Przy takiej pogodzie jak nasza panorama była naprawdę fantastyczna. Świetnie było widać Tatry, a poniżej nich również Jezioro Orawskie. Do tego jesienne lasy, błękitne niebo i właściwie żadnych chmur. Miałyśmy naprawdę sporo szczęścia.
Tylko, że razem z widokami pojawił się też wiatr. Już przed szczytem zrobiło się zdecydowanie chłodniej i przydały się ubrania chroniące przed wiatrem. Na samym Diablaku wiało natomiast przeokrutnie 😂. Momentami naprawdę miałyśmy wrażenie, że chce nas stamtąd porwać.
W takich warunkach nawet przy pięknym słońcu nie było sensu urządzać sobie długiego postoju na 1725 m n.p.m. Zdjęcia, chwila nacieszenia się panoramą i schodzimy. Dłuższą przerwę na jedzenie zrobiłyśmy przy wiacie po słowackiej stronie, kawałek poniżej szczytu. I to był zdecydowanie lepszy pomysł.

Zejście słowacką stroną Babiej Góry
Po zdobyciu szczytu zeszłyśmy żółtym szlakiem na stronę słowacką. Słowacy mają zdecydowanie więcej miejsc, w których można podczas wędrówki usiąść i odpocząć. Po drodze mijałyśmy kilka drewnianych wiat. Niektóre są bardzo fajnie położone i przy gorszej pogodzie mogą naprawdę uratować sytuację. Trochę zdziwiło mnie tylko, że w większości znajdowały się właściwie same ławki, bez stołów.Niestety część z nich była też mocno zniszczona i zaśmiecona.
Zejście było bardzo przyjemne. Cały czas towarzyszyły nam widoki na Tatry i Orawę, a jesienne popołudniowe światło robiło fantastyczny klimat. Końcówkę trasy pokonałyśmy niebieskim szlakiem, którym wróciłyśmy na polską stronę.
I właściwie dopiero tutaj oznakowanie zrobiło się trochę mniej oczywiste. Momentami zastanawiałyśmy się, czy na pewno idziemy dobrze. W okolicy prowadzone są wycinki i miejscami szlak wychodzi na znacznie szersze leśne drogi, więc możliwe, że część oznaczeń po prostu zniknęła razem z drzewami. Nie było to jednak nic dramatycznego – przez zdecydowaną większość trasy zgubić się jest naprawdę trudno.
Czy zabrałabym tutaj dzieci?
Tym razem na wycieczkę wybrałam się bez dzieci i myślę, że to jeszcze nie czas by robić z nimi taką trasę. Nie chodzi o miejsca niebezpieczne czy wymagające technicznie, bo takich właściwie tutaj nie ma. Problemem jest raczej długość trasy, przewyższenie i dość konkretne podejście.
Informacje praktyczne
Gastronomia na Babiej Górze
Na tej trasie nie ma żadnego schroniska ani punktu gastronomicznego, więc jedzenie i picie trzeba zabrać ze sobą. Przy samym parkingu działa natomiast Chata Polana Stańcowa, w której znajduje się restauracja. Można więc zaplanować tutaj posiłek przed wyjściem albo po powrocie ze szlaku.
Babia Góra – ciekawostki

Najwyższy wierzchołek Babiej Góry nazywany jest Diablakiem, a z nazwą wiąże się oczywiście odpowiednio diabelska legenda. Według jednej z jej wersji diabeł miał budować na szczycie zamek dla zbójnika, który wcześniej zawarł z nim umowę. Budowla była już prawie gotowa, kiedy zapiał kur. Zamek runął, grzebiąc pod kamieniami zbójnika.
Podobno podczas burzy spod rumowiska na szczycie można do dziś usłyszeć brzęk jego ciupagi. Patrząc na krajobraz Diablaka – ogromne kamienie, wiatr próbujący człowieka przewrócić i pogodę, która potrafi zmienić się tutaj błyskawicznie – nietrudno sobie wyobrazić, dlaczego właśnie wokół tego miejsca powstały takie historie.











