Rydwągi to miejsce, które często odwiedzamy. A ja nie zliczę ile weekendów, godzin i dni spędziłam w mazurskiej hacjendzie moich przyjaciół. Kto by pomyślał na 2 roku studiów, że nasza znajomość przerodzi się w najlepszą przyjaźń :) Ale to nie o tym miało być.
Pojechaliśmy z rowerami, bo Aga z Piotrem w ostatnim czasie też się wkręcili w wycieczki rowerowe, i to z 2-letnim Szkrabem! Staś na razie jeździ w foteliku, ale lada chwila sam na pewno będzie chciał pedałować. Piotr zaplanował fajną trasę z Rydwąg do Rynu, i z powrotem do domu przez Nakomiady. Trasa bardzo przyjemna, cały czas droga asfaltowa, z kilkoma większymi podjazdami. Przy czym drogi, którymi jechaliśmy są mało uczęszczane, więc był spokój, cisza i piękne, mazurskie przestrzenie. Idealnie :)
W Rynie, na nowo odremontowanej przystani, zrobiliśmy sobie przerwę na kanapeczki i wyhasanie się Stasia, bo my męczyliśmy się pedałując, a on podziwiał widoki, domy i zwierzaczki.

W niedzielę niestety pogoda nie dopisała i przez większość dnia padało, ale wykorzystaliśmy lukę pogodową na krótką przejażdżkę i rozruszanie kości. Tym razem trasa przez las, trochę nami wytrzęsło ;)


